polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLONIA: Polacy, uczniowie jednego z Gimnazjum na Litwie zainicjowali w mediach społecznościowych akcję aby pisac polskie nazwiska w wersji oryginalnej. „Jesteśmy Polakami i piszmy swoje nazwiska po polsku” - apelują polscy uczniowie na Litwie. * * * POLSKA: W wieku 102 lat zmarła Danuta Szaflarska, była jedną z pierwszych powojennych gwiazd filmowych, nazywaną też "pierwszą amantką powojennej kinematografii". Wystapila w ponad 100 rolach filmowych i teatralnych. * * * AUSTRALIA: W katastrofie małego samolotu, który spadł we wtorek rano na centrum handlowe na przedmieściu Melbourne zginęło 5 osób - poinformowała policja. Przyczyną katastrofy była awaria silnika. * * * SWIAT: Na granicy między Armenią a Azerbejdżanem tworzy się nowe państwo. Obywatele Górskiego Karabachu wzięli udział w referendum nad nazwą swojego kraju. Nowy kraj ma nazywać się Republiką Artsachu.
EVENTS INFO: Mam Teatr: komedia "Wiecznie młodzi" - Konsulat RP w Sydney, 22.02, godz. 18:30; Sala Jana Pawla II w Marayong, 26.02, godz. 12:30; Klub Polski w Bankstown, 26.02, godz. 16:30 * * * Mam Teatr: komedia "Czas na milosć" - Teatr "Exit" w Healsville, 17.02, godz. 19:30; Polski Klub w Albion, 18.02, godz. 17:00; Dom Polski w Rowville, 19.02, godz. 18:00; Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 25.02, godz. 18:00 * * * Bal Maskowy - Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 25.02, godz. 19:30 * * * Teatr Stary: "Klub cmentarny" - The Park Community Theatre, Angle Park, Adelajda - 18.03, godz. 17:00; 19.03, godz. 15:00; 8.04, godz. 17:00

czwartek, 10 listopada 2011

Gorączka złota (1)


Bryłka złota
 Gdzie jechać i co zwiedzić? To pytanie, nieraz sobie zadajemy, bo już prawie wszystko w Nowej Południowej Walii wydaje nam się podobne. I małe miasteczka z jedną główną ulicą, pubem, kościołem otwartym lub zamkniętym na cztery spusty, i krajobraz, i małe galerie, i dżemy w lokalnych sklepikach, raz lepsze, raz gorsze, i drogi z Mc Donaldami, i te miejscowe wyroby, które już specjalnie nie dostarczają wystarczających doznań artystycznych, choć czasami „perełkę” się znajdzie - więc frustracja totalna.
-Może do Melbourne – proponuje żonka - podobno bardziej europejskie, niż Sydney – jak się uważa. -Byliśmy! -Więc gdzie? -Hej, po złoto - mówię – do Ballarat!  Słowa mogą kreować akcję, tym bardziej, że Ballarat znaczy po aborygeńsku miejsce odpoczynku lub miejsce obozowania, to może sobie „zaobozujemy”, coś wykopiemy i potem odpoczniemy”. -Świetnie, weź worek – mówi optymistyczna żonka. No to jazda! Nie zwykłem jeszcze wstawać o 5-ej rano, ale jak po złoto, to każdy się z łoża poderwie! Dawniej o tej porze, to na grzyby się w kraju wstawało, a teraz motywacja nieco większa, więc budzi się człowiek bez budzika – po prrrrrostu z nerwów, żeby na czas do Melbourne dojechać, wyspać się i wcześnie rano za łopatę złapać. Żeby to inni nie ubiegli!

Jedziemy, droga jak po stole, krajobrazy przyjemne, doliny, pagórki, na nich znajome, zszargane zimą, ale wiecznie zielonkawe eukaliptusy, choć niektóre jednak straszą sterczącymi kikutami gałęzi, a pagórki - pozimową, szarobrązowawą trawą umęczoną trwającą suszą. Oj, gdyby śnieg tu popadał, to by się nieźle na nartach zjeżdżało! I tu, Białka Tatrzańska staje przed oczami i wyłaniają się świerczki pokryte śniegiem bielusieńkim i sypkim. Ale nagle zmienia się obraz i po lewej żółty kolor wyskakuje, i przyciąga oko. I tak od czasu do czasu. To przecież nasz rzepak!


Pole rzepaku
 Wreszcie miły oku kolor, a nie jakieś szarości i degeneracja zieleni. Piękne pola! Jedziemy i jedziemy, a umilamy sobie jazdę rozmową.  Wreszcie cosik trzeba przekąsić i rozprostować kości, do czego nas znaki drogowe namawiają, więc zatrzymujemy się na chwilę. Obok nas, stanął też patrol policyjny, to znaczy dwóch takich, co to złodzieja nie dogonią, bo brzuszki im będą przeszkadzać, a jeszcze wchłaniają w siebie podwójne hamburgery. Pożywieni jedziemy dalej i z daleka już widać, że coś wystaje z płotu – tak, to połowa nosorożca (sic!) wygląda z miasteczka golfowego, urządzonego w stylu epoki poszukiwaczy złota. A przy nim pomnik „digger’a”.
Poniżej napis: „Pomnik ten upamiętnia tysiące poszukiwaczy złota, którzy przybyli do Wiktorii w drugiej połowie 19-go wieku. Gorączka złota zapoczątkowała największą migrację, jaka do tej pory zdarzyła się w historii świata”. Tak więc niewątpliwie zbliżamy się do miejsca złotonośnych skał i strumieni.


Namioty i chatki poszukiwaczy złota
   
Bogate złoża aluwialnego złota, wymywanego wodą i osadzającego się w wielu okolicznych rzeczkach, odkryto w okolicach Ballarat i Bendigo w sierpniu 1851-go roku. Złoto niemalże leżało na wierzchu i szczęśliwcy, którzy tu przybyli pierwsi szybko się wzbogacili. Za miesiąc, złota szukało już 1000 osób, a za dwa lata Ballarat liczył już 20.000  poszukiwaczy zdeterminowanych i opętanych nadzieją nalepsze życie. Gorączka złota opanowała świat, z którego przybywało na złotonośne pola w pogoni za bogactwem coraz więcej ludzi. Przyjeżdżają z całego świata, nawet z Chin. Do 1855 roku chińskich górników było już około 19-stu tysięcy. W Sovereign Hill stoi nawet malutka świątynia, w której Chińczycy odprawiali modły. Teraz, przyjeżdżają jako turyści, z których muzeum czerpie „złoty” profit.
Kopalnia w Sovereign Hill
Tak więc dzięki kopaczom bogaciły i rozwijały się nie tylko australijskie miasta, ale także brytyjskie imperium, do którego w roku 1852 odesłano – tylko! - osiem ton wiktoriańskiego złota!
Idziemy do „żyjącego muzeum” w plenerze, na słynnym wzgórzu Sovereign Hill w Ballarat.  Tu właśnie, w owych czasach znajdowała się najbogatsza kopalnia złota, więc zrekonstruowano całe miasteczko, w którym poszukiwacze żyli i szukali szlachetnego metalu. Na głównej ulicy stoją pięknie odrestaurowane drewniane domy, lśniące różnymi kolorami, jak na pocztówce! Ale gdy skręci się w bok, można jeszcze zobaczyć szare namioty i ręcznie zbudowane drewniane budy oraz rzeczkę, gdzie z piasku wypłukiwano złoto. Na końcu ulicy znajduje się stara kopalnia, w której pomieszczeniach widać zatrudnionych ludzi, słychać pracujące maszyny, aż para z komina leci. Jak dawniej! Turyści, wagonikami zjeżdżającymi ciemnym tunelem mogą dostać się do kopalni, a wracając zasiąść na ławach i obejrzeć jak odlewa się sztaby złota. Natomiast ulicami przemykają się ludzie z epoki,  spotykamy żołnierza idącego na pocztę, żonę sklepikarza z fioletowym nosem lub karmiącego indyki chłopaka, widzimy także poszukiwacza z workiem na złoto, niestety, jeszcze pustym. Zwiedzający może wejść do każdego sklepu, do apteki by coś nabyć, a spragniony do historycznego baru, by zamówić „drinka” u barmanki w kostiumie z epoki. Głodny wejdzie do piekarni, by kupić wypiekane na miejscu smaczne australijskie „paje” a na deser w sklepie ze słodkościami - słodycze, których przybywające tu dzieci szkolne nie mogą sobie odmówić. Ale na dzieciaków czekają jeszcze inne atrakcje. Nauczyciele prowadzą je do szkolnej klasy, gdzie odbywa się lekcja „na niby”. Uczestniczą w akcji rozgrywanej przez ubranych w kostiumy „aktorów”. Gdy patrzę na ich przejęte buzie, kiedy muszą odpowiadać na zadane pytania, to wyraźnie widać, że dla nich – naprawdę - odbywa się wiktoriańska lekcja. To odtwarzanie  dawnej rzeczywistości jest niesamowicie atrakcyjne i dla dzieci, i dla dorosłych. „Aktorami” w większości są woluntariusze pracujący dla muzeum.  Jest ich około 200-stu i przebierając się w kostiumy z epoki chętnie odtwarzają różne postaci, kreując atmosferę dawnego życia, w którą turyści łatwo się wtapiają,  przenosząc się wyobraźnią w historię „gorączki złota”.
cdn.
Tekst i zdjęcia:  Andrzej Siedlecki


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

REKLAMA