polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Niepełnosprawni i ich opiekunowie protestują od 40 dni w Sejmie, w którym od piątku równolegle trwa zgromadzenie parlamentarne NATO. Protestujący są odcięci od uczestników obrad i dziennikarzy. Przed budynkiem Sejmu, z okazji Dnia Matki zorganizowano solidarnościową manifestację. * * * AUSTRALIA: Rząd Australii chce wprowadzić zakaz przyjmowania przez partie polityczne jurgieltu, tzn. wpłat od zagranicznych donatorów. Chodzi przede wszystkim o inwestorów z Chin. Opozycja wspiera ten postulat. * * * SWIAT: Rosja zadeklarowała gotowość do prowadzenia wymiany handlowej z UE w euro, a nie w dolarach. Warunek – Wspólnota nie poprze nowych amerykańskich sankcji wobec Rosji – informuje „Deutsche Wirtschafts Nachrichten”.
EVENTS INFO: Tribute to Freedom. Celebration of Poland's Independence - Sydney Town Hall, 1.06, godz. 18:30 * * * Dzień Dziecka: Bajkowy Swiat - Klub Polski w Bankstown, 2.06, godz. 10:00 * * * Otwarcie Wystawy „Drogi do Niepodległości" - Klub Polski w Ashfield, 2.06, godz. 17:30 * * * Wieczór z Poezją i Muzyką: „W hołdzie Wolnej i Niepodległej... i Tym którzy odważyli się marzyć” - Klub Polski w Ashfield, 2.06, godz. 19:00 * * * Międzynarodowy Dzień Dziecka w Klubie Sportowym „Polonia” w Plumpton - 3.06, godz. 10:30

sobota, 5 listopada 2011

Cuda i procedury

Jesz­cze samo­lot LOT-u, Boeing 767,  nie ostygł na pasie star­to­wym Okę­cia, a już roz­po­częły się dywa­ga­cje i odnie­sie­nia do kata­strofy pre­zy­denc­kiego samo­lotu pod Smo­leń­skiem. Pro­jekt „Smo­leńsk” uzy­skał nowe paliwo.
Przez kil­ka­na­ście godzin awa­ryjne lądo­wa­nie miało sym­bo­likę cudu, a wokoło budo­wane były teo­rie spi­skowe. Jedną z nich była nawet ta, że dowódca samo­lotu kpt. Wrona miał ochotę wró­cić do Newark, ale nie pozwo­liła mu na to ABW, naka­zu­jąc lot do War­szawy. Cudem dla nie­któ­rych było to, że lot­ni­sko i jego służby były przy­go­to­wane na przy­ję­cie samo­lotu, wieża dobrze go spro­wa­dziła, a pilot podej­mo­wał racjo­nalne decy­zje. Cudem było to, że wszystko się zgrało i zadzia­łało jak trzeba. Cud się skoń­czył, kiedy kapi­tan Tade­usz Wrona wystą­pił na pierw­szej kon­fe­ren­cji prasowej.
Oka­zuje się, że pilot takie sytu­acje, jakie zaist­niały, zapo­cząt­ko­wane przez awa­rię układu hydrau­licz­nego, ma opi­sane w książce pro­ce­dur. Dokład­nie wie­dział, jakie czyn­no­ści i ope­ra­cje ma wyko­nać. Był men­tal­nie i zawo­dowo przy­go­to­wany do tego, co nie powinno się wyda­rzyć i jak sły­szymy, do wtorku nigdy się nie wyda­rzyło – awa­rii dwóch ubez­pie­cza­ją­cych się sys­te­mów wysu­wa­nia pod­wo­zia. Pilot jest doświad­czony, zgod­nie z pro­ce­du­rami prze­cho­dzi szko­le­nia na symu­la­to­rach, ma odpo­wiedni nalot dla tego rodzaju samo­lo­tów i zadań. I ma zgraną, pro­fe­sjo­nalną załogę, całą załogę, a nie zwo­ły­waną ad hoc. Kunszt pilota (ale nie poparty cudem) wyka­zał na ostat­nim podej­ściu i przy­zie­mie­niu. Ale jak zazna­czył, każdy pilot w LOT mógłby tego doko­nać. I chyba należy mu wierzyć.
Zde­rze­nie sytu­acji z lot­ni­ska Okę­cie ze Smo­leń­skiem jest nie­unik­nione. Tylko zależy jak się to robi. Można i tak, jak to nie­stety zro­biła córka zmar­łej pary pre­zy­denc­kiej, Marta Kaczyń­ska,  przez zada­nie głu­pa­wych pytań na Face­bo­oku, porów­nu­ją­cych kon­tro­lo­wane lądo­wa­nie awa­ryjne z nie­kon­tro­lo­wa­nym upad­kiem Tu 154M. Upad­kiem spo­wo­do­wa­nym przez pilota z wie­lo­krot­nie mniej­szym doświad­cze­niem, który do tego miał nie­ważne upraw­nia­nia, był pozba­wiony szko­le­nia i nie znał pro­ce­dur. Pro­ce­dur postę­po­wa­nia w sytu­acjach kry­zy­so­wych, nawet nie był do końca obe­znany z tym, jak funk­cjo­nują urzą­dze­nia jego samo­lotu. I który pozba­wiony był woli, świa­do­mie, a może tylko pod­świa­do­mie, podej­mo­wa­nia racjo­nal­nych decy­zji. A lot­ni­sko i jego obsługa daleko odbie­gały od norm, jakie panują na Okę­ciu. Kapi­tan Pro­ta­siuk zła­mał pro­ce­dury. Nie tylko w samym locie, ale na długo przed nim, bo prze­cież pod­pi­sy­wał się na pro­to­ko­łach szko­le­nio­wych lotów w złych warun­kach, któ­rych tak naprawdę nie było.
Awa­ryjne lądo­wa­nie Boeinga 767 poka­zało, jak wiele zależy od pro­ce­dur i pro­fe­sjo­na­li­zmu, jak mało od fan­ta­zji i zda­nia się na los szczę­ścia. Gdyby choć jedna osoba twardo trzy­mała się pro­ce­dur (i zdro­wego roz­sądku), nie­ważne teraz, czy po stro­nie pol­skiej, czy rosyj­skiej, to do kata­strofy by nie doszło. Gdyby wszy­scy trzy­mali się pro­ce­dur, Tu 154M nie wystar­to­wałby 10 kwiet­nia 2010 roku z Okę­cia. Tu Marta Kaczyń­ska powinna szu­kać odpo­wie­dzi na swoje wątpliwości.
Nie wszystko jest dosko­nałe w locie pol­skiego Boeinga. Sytu­acja kry­zy­sowa spo­wo­do­wana została być może zanie­dba­niem pro­ce­dur u pro­du­centa samo­lotu albo w pol­skim ser­wi­sie. Wyja­śni to komi­sja. Ale nawet błędy popeł­nione wcze­śniej udało się sko­ry­go­wać – przez pro­ce­dury bezpieczeństwa.

Azrael Kubacki

1 komentarz:

  1. bardzo sensownie napisane, szkoda tylko, że krzykacze nie chcą zauważyć tych wszystkich faktów ...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Promocja

Promocja

Promocja